wtorek, 10 lutego 2015

Life as we know it ➼8

Diggle opierał się o ścianę poczekalni, podczas gdy Moira chodziła w tę i spowrotem. Walter był zajęty ignorowaniem jej i piciem jednej filiżanki kawy za drugą. Thea na wpół spała oparta o ramię Roya. Ku zaskoczeniu Diggle’a, Tommy postanowił z nimi zostać i poczekać na przybycie nowego członka rodziny Queenów.
- Hej! – Laurel weszła do poczekalni. – Przepraszam, że nie mogłam się prędzej urwać. Macie jakieś newsy?
- Niestety nie, widocznie wydanie na świat dziecka bardzo się dłuży – ziewnęła Thea.
Laurel rozejrzała się wokoło i kiedy zauważyła Tommy’ego jej twarz rozjaśniła się.
- Nie spodziewałam się ciebie tutaj. – Uśmiechnęła się i usiadła obok niego.
- Taa… ja również. – Wyszeptał.
Laurel chwyciła jego rękę i mocno ścisnęła.
- Cieszę się, że z nami jesteś.
Wymienili krótkie uśmiechy, ale przerwał im Oliver, który wszedł do pokoju trzymając w ramionach malutkie różowe zawiniątko.
- Witajcie moi mili – powiedział spokojnie. Wyglądał na wyczerpanego, ale szczęśliwego. – Oto Allison, chce was poznać. – Jego głos trząsł się, gdy pokazał przyjaciołom i rodzinie jego nowo narodzoną córkę.
- Ollie, ona jest przeurocza! – Stwierdziła Thea. – Mogłabym ją schrupać!
Roy otoczył ją ramieniem i uśmiechnął się.
Walter z wrażenia uronił kilka łez, a Moira ledwo trzymała się w całości.
- Jest idealna, Oliver – powiedziała.
- Dlaczego  Allison? – Spytała Laurel.
- Jest nazwana po babci Felicity – wyjaśnił Oliver, nie odwracając wzroku od córki. – Dokładniej jej pełne imię to Allison Sarah Queen – wyszeptał Laurel do ucha.
Wzruszona Laurel zakryła usta dłonią.
-Dziękuję – szepnęła.
- John… - Oliver zwrócił się następnie do Diggle’a. – Chciałbyś ją potrzymać?
Diggle przełknął ślinę. Minęło dużo czasu od kiedy trzymał niemowlę w swoich rękach.
- Ja… oczywiście.
Oliver zaśmiał się lekko.
- Chodź serduszko, poznaj twojego wujka Diga, wiesz, on jest twoim ojcem chrzestnym. Z pewnością będzie cię rozpieszczał.
Diggle rzucił okiem  na Olivera.
- Ojciec chrzestny? – spytał.
Oliver położył rękę na ramieniu Johna.
- Jeśli tego chcesz.
Diggle potaknął. To jeden z najlepszych darów, jakie otrzymał.
- Tak.
- Oliver. – Tommy trzymał się na dystans, nie chciał przeszkodzić małej rodzinie.
- Zostałeś. – zauważył Oliver. Podszedł do niego, pozostawiając małą Allison na chwilę z rodziną. – Jestem ci wdzięczny za to.
Tommy uśmiechał się, gdy zobaczył przyjaciela trzymającego swoją córkę coś się w nim zmieniło. Może to był już utarty motyw, ale taki mały cud jest w stanie otworzyć komuś oczy.
- Mamy przed sobą długą drogę, ale chciałbym spróbować odbudować naszą przyjaźń. – Wyciągnął dłoń z nadzieją, że nie jest już za późno. Oliver chwycił jego dłoń.
- Ja też, bracie.


Felicity leżała w swoim łóżku i uśmiechała się. Była zmęczona, ale odmawiała snu. Chciała tylko patrzeć na jej kochane malutkie niemowlę, które trzymała w ramionach.
- Jest taka piękna. – Ucałowała czółko córki i oparła głowę na klatce piersiowej Olivera. – Wygląda jak ty.
On delikatnie pogłaskał malutkie, różowe policzki Allison.
- Nie mogę uwierzyć, że ją stworzyliśmy. – Wciąż był jak w transie. Jego życie było wielkim bajzlem od kiedy wylądował na wyspie, ale po jednym spojrzeniu na ten mały cud w ramionach Felicity wiedział, że było warto.
- Jestem wdzięczny za wyspę. – Powiedział.
Felicity spojrzała na niego zaintrygowana.
- A to dlaczego?
On przycisnął je obie bliżej siebie.
- Bo bez niej, nie bylibyśmy tutaj.


Felicity chodziła w tę i powrotem po kryjówce, próbując uspokoić płaczące dziecko.
- Ciiicho, Ally, wszyściutko jest w porządku. Wiem, że ząbkowanie boki, ale jesteś dzielną dziewczynką i dasz sobie z tym radę.
Diggle usiadł przed komputerem, spoglądał na ekrany i śmiał się do siebie.
- Ostatecznie, jest przecież małą Arrow Girl.
Felicity zachichotała i ucałowała córkę.
- Twarda jak skała, dokładnie jak tatuś.
- Co ja? – Oliver wszedł do środka, za nim Roy.
- Znaleźliście nam jakichś przestępców do skopania tyłka? – zapytał Roy, zbyt radośnie jak na gust Olivera.
Felicity podała Allison Oliverowi i chwyciła swój komputer. – Napad na bank, około dziesięciu zakładników, ale mówiąc szczerze porywacze wyglądają na mało ogarniętych i niezorganizowanych.
Oliver bawił się malutkimi paluszkami córki, rozśmieszając ją.
- A więc tatuś i wujek Roy mają zadanie do wykonania. – Pocałował jej czoło i ułożył ją spowrotem w ramionach Felicity.
- Przebieraj się, Roy. – Rozkazał i włożył słuchawkę do ucha. – Diggle, poprowadzisz nas? – poprosił.
- Jasne – pokiwał głową.
Felicity pocałowała męża.
- Bądź ostrożny i nie spóźnij się na kolację, obiecaliśmy Tommy’emu i Laurel, że będziemy punktualnie… chociaż raz.
Oliver przewrócił oczami.
- Oczywiście, wytłumaczę porywaczom, żeby się streszczali bo mam pilną podwójną randkę.
Felicity uśmiechnęła się.
- Dobrze, zbierajcie się już i wystraszcie ich do szpiku kości!
Oliver wybuchnął śmiechem i wybiegł z Royem za plecami. Okazało się, że posiadanie rodziny i ratowanie miasta da się jednak jakoś połączyć.

THE END.
Wkrótce nowe posty, tym razem short story! 


2 komentarze :

  1. Oli i Fel:D jak ja ich uwielbiam:D Pierwszy raz spotykam się z opowiadaniem o tej tematyce (moje opowiadanie wylądowało w szufladzie).
    A tak przy okazji skoro lubisz Arrowa to zapraszam na greenarrow.fan-strefa.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha moje opowiadanie kończyło się na samym pomyśle :D
    Ja tylko tłumaczę angielskie fanfiki, których jest dośc sporo, a właśnie polskich wcześniej nie było w ogóle ;)

    OdpowiedzUsuń