sobota, 21 lutego 2015

Timeout

Świeżutki fanfic, dotyczący ostatniego odcinka 3x14 ;)

Stojąc przed jej drzwiami z uniesioną dłonią zaciśniętą w pięść, Oliver tak długo zastanawiał się nieruchomo, że aż automatyczna lampa na werandzie znowu zgasła.
Właściwie nie planował zapukać.
Mógł zapomnieć o tych wszystkich dniach, kiedy stał tutaj zeszłego lata, całkowicie pewny zaproszenia do środka. Nie potrzebował teraz zatrzaśnięcia drzwi przed nosem by wiedzieć, że lato dawno minęło. Ona nie otworzy już szeroko drzwi i nie uśmiechnie się do niego. Nie zatańczy z radości, nie przytrzymie sukienkę i wskoczy do Dukati bez pytania, gdzie jadą.
Aktualnie wszystko się ochłodziło.
Teraz stać go tylko na ciche czekanie na lutowym wietrze, kilka metrów od niej. Było to trochę straszne, a zarazem smutne, ale ważne, że była żywa i oddychała bezpiecznie za tą ścianą, więc z radością postałby tutaj całą noc, gdyby to mogło uspokoić głos Slade’a rozbrzmiewający w jego myślach.
Nie usłyszał jej stłumionych kroków zbliżających się do drzwi, zanim było za późno. Zanim mógł się wycofać, otwarła je i powiedziała głośno:
- A kysz!
Potrzebował dziesięciu sekund w oszołomieniu, by zdać sobie sprawę że prośba była adresowana do kota w jej ramionach, a nie do niego. Uczucie ulgi, jakiej doznał było wręcz żenujące.
- Och.. – sapnęła Felicity, podciągając spodenki. Kot, wyczuwając okazję, wywinął się i uciekł. - Wróciłeś już do domu.
- Masz kota?
Był to o wiele prostszy temat niż to, dlaczego stał przed jej drzwiami o północy w czwartek. Po za tym nie mógł się powstrzymać – chciał to wiedzieć. Chciał znać każdy najdrobniejszy szczegół o niej. Jeśli jeszcze nie wiedział, że jest totalnie porąbany jeśli o nią chodzi, to to mogło go doprowadzić do wniosku.
- To kot moich sąsiadów. – Wyjaśniła Felicity, wskazując palcem w kierunku drzwi sąsiada. – Zawsze się zakrada, jeśli otworzę okno na więcej niż 30 sekund, a moja łazienka zimą strasznie zaparowała, więc…
Nagle ucichła, zdając sobie sprawę, że ma ważniejsze rzeczy do omówienia niż kot. Rzeczy jak…
- Co ty tutaj robisz?
Skrzyżowała ręce chroniąc się przed zimnem, lub może przed nim, i czekała na odpowiedź.
Miała na sobie stary, wytarty sweter i piżamę. Była niższa, gdyż zwykle chodziła w szpilkach. Jej włosy były rozpuszczone, opadały luźnymi, nieokiełznanymi falami na ramiona. Wyglądała młodziej, bez kolczyków, szminki. Olivera ogarnęła nagła czułość i nagle boleśnie zapragnął wziąć ją w ramiona.
- Oliver? Dlaczego tu jesteś? – podpowiedziała, uniosła brew i oparła się o framugę drzwi.
„Bo jestem samolubny. Bo jestem słaby. Bo jestem zmęczony. Bo cię kocham.”
- Nie zamierzałem zapukać – przyznał, nie myśląc co mówi.
Zmrużyła oczy, a on swoje zamknął, czerwieniejąc ze wstydu.
- Okay – powiedziała powoli, zmieszana.
- Chodzi mi o to.. – poprawił się, drapiąc po głowie. – Chciałem tylko…
- Co, Oliver? – zapytała, na skraju znużenia w głosie. Ostatnio strasznie ją męczył. Boże, jak on tego nienawidził. – Co właśnie zamierzałeś?
- Chciałem cię zobaczyć – wyznał, zanim zdążył się powstrzymać. – Ale raczej nie chcesz mnie widzieć.
Wzruszył zrezygnowany ramionami.
- Pójdę sobie.
- Wejdź do środka – powiedziała zamiast do widzenia, zaskakująco miłym głosem.
Wszedł za nią bez słowa. Jej salon był słabo oświetlony i ciepły, a w tym półmroku jej miękki kontur odcinał się od prostych linii i kątów. Boże, chciałby ją dotknąć. To było jak stałe przyciąganie, tępy ból towarzyszący każdemu oddechowi, regularny jak ukłucia bólu z jego wciąż leczącej się rany na klatce piersiowej.
- Co się stało? – powiedziała, siadając i przyklepując miejsce obok niej na kanapie. – Wiesz, oprócz tego co zwykle.
Zrzucił marynarkę i powiesił ją na krześle. Potem usiadł obok niej, nie za blisko i nie za daleko, naprawdę nienawidząc tego, że musi myśleć o takiej rzeczy.
- Przepraszam – powiedział szybko, podnosząc się powrotem. – Nie powinienem tu być. Wiem, że jesteś na mnie zła…
- To, że jestem zła, nie znaczy, że mnie nie obchodzisz. – Powiedziała, wyciągając rękę, by go zatrzymać.
- Czyżby? – Boże, brzmiał tak żałośnie.
- Jeśli byś mnie nie obchodził, nie byłabym taka zła. – powiedziała ostrożnie, jakby to było oczywiste. Ogarnęło go ciepło i przez sekundę był szczęśliwy niż przez ostatnie tygodnie łącznie. – Wyobraź sobie, że mamy przerwę z tym wszystkim.
- Przerwę?
- Tak. Ze mną złą na ciebie i tobą… - potrząsnęła dłońmi, jakby nie mogła opisać jego zachowania słowami.   – Cokolwiek. Po prostu opowiedz mi, co się stało.
- Powiedziałem Thei. – Nie zaskoczyło go nagłe zawahanie w głosie. Wspomnienie reakcji Thei, zagubienie, wciąż potrafiło go załamać. – O Sarze.
Felicity gwałtownie wciągnęła powietrze. Kątem oka zauważył nagły ruch, jakby chciała go dosięgnąć, ale tego nie zrobiła.
- Jak się ma?
- Ja… nie wiem – przyznał, mówiąc w stronę ściany. Czuł na sobie jej wzrok, ale nie mógł się obrócić. Jeśli się obróci, dotknie jej, a ten przywilej już utracił.
- Jest coś jeszcze. – Powiedziała cicho, bardziej stwierdzając niż pytając.
Nie pytał skąd wiedziała, tylko przytaknął.
- Widziałem Slade’a.
Po tym, jak Felicity złapała oddech, wiedział że to imię ją przerażało. Serce mu się ścisnęło, gdyż to była jego wina, on to spowodował. Postawił ją na celowniku, jej dobre serce, a to nawet nie była najgorsza rzecz, jaką zrobił. Mógł to dodać do długiej listy powodów, dla których nie mógł spać po nocach.
- Zawsze potrafi zajść ci za skórę, nieprawda?
- Slade znał mnie gdy byłem słaby – wytłumaczył, wycierając mokre dłonie o jeansy. – Jakimś sposobem on zawsze wie co powiedzieć by znów przemienić mnie w chłopca, którego poznał… tego dzieciaka.
- Ale już dłużej nie jesteś tą osobą, Oliver.
Nie dopowiedziała reszty, że nie jest już dłużej pewna kim on w ogóle jest, ale wisiało to w powietrzu.
 -Czy on… wspomniał o mnie? – Spytała zamiast tego, zwyczajnym tonem.
- Nie – skłamał Oliver.
- Jak na kogoś z sekretną tożsamością, jesteś kiepskim kłamcą – zażartowała. – Dobrze, że utknął na Lian Yu, nie?
Nie potrafił dobrać słów, by opowiedzieć jej o krzykliwej panice w jego głowie, jak przedzierał się przez wyspę by pokonać Slade’a przed dotarciem do samolotu, jak nie mógł wyrazić strachu na głos przed Theą. „Jeśli Slade dostałby się do…”
- Zrobię wszystko, by ochronić cię przed nim – rzucił szybko, donośnym i pewnym głosem, lecz wciąż słabszym niż zamierzał. – Wiesz o tym, prawda?
Obrócił się ku niej, nie przejmując się, że zobaczy łzy w jego oczach czy trzęsące się usta.
- Wiem – zgodziła się, szybko przytakując. Potem skrzyżowała ramiona i wpatrywała się w niego z wysoko uniesioną głową. – Ale gdyby coś mi zrobił, to nie byłaby twoja wina, Oliver. To co zrobiliśmy, to był też mój wybór, pamiętasz?
- Nigdy tego nie zapomnę – powiedział szczerze.
Spojrzenie, jakim go obrzuciła, było najmilszym, najprzyjemniejszym od kiedy wrócił z martwych. Wciągnął powietrze, gdy sięgnęła w jego stronę. Jej dłoń wylądowała na zranionym ramieniu, a on skrzywił się i zacisnął zęby z bólu.
Ręka szybko się cofnęła.
- Slade?
- Drewniany kołek – wyjaśnił, unosząc kciuk i palec wskazujący, by pokazać długość. – Stara pułapka.
- Ach, Lian Yu – powiedziała, kręcąc głową. – Nie mam pojęcia, czemu więcej ludzi nie jeździ tam na wakacje.
Nie miał pojęcia, jak ona to robiła. Pomimo wszystkiego, potrafiła go rozśmieszyć. I na krótki, cudowny moment także się śmiała, odchylając głowę do tyłu. Jej szyja była na widoku, Oliver wiedział że się gapi, ale nie mógł odwrócić wzroku. Nagle najgłupszą i najgorszą rzeczą na świecie stał się dla niego fakt, że nie wiedział jakie to uczucie, gdyby przycisnął tam usta do jej skóry.
- To nic nie zmienia – powiedział, gdy ucichł śmiech. – Zmienia?
- Nie. – Zgodziła się, patrząc znów wprost przed siebie. – Nie powinieneś tu przychodzić.
- A ty nie powinnaś mnie wpuścić.
- Wiem.
- Więcej już nie przyjdę.
- A ja więcej ci nie otworzę.
-Ok.
-Ok.
Nagle Felicity sięgnęła przez dzielącą ich przestrzeń i chwyciła jego dłoń.
Jej małe, ciepłe palce zacisnęły się wokół jego. Boże, to było o wiele za dużo, niż zasługiwał. Nie zasługiwał na nią.

Mimo wszystko, nie puścił jej.

Wzruszający filmik :3

10 komentarzy :

  1. Ooo, gdyby takie coś się zdarzyło naprawdę... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko przeczytane :) No tak tak po otatnich ich kłótniach wszystko się może wydarzyć. Ale jak twierdzą twórcy Felicity będzie dla Olivera miłością przez cały sezon 3, a tutaj jeszcze wszystko może się wydarzyć, czyż nie?
    W ramach nudy czy chęci zapraszam do siebie po nowiutki rozdział Olicity ;)
    Olicity

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, ja tak sobie zawsze mówię, żeby się nie przejmować - bo na końcu przecież muszą być :D
      a twój rozdział już czytałam ;)

      Usuń
  3. Ooooo!! Mega, mega mega!! Genialne. Czekam na więcej! Życzę weny i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziekuje :) staram się znajdować jak najciekawsze opowiadania ^.^

      Usuń
  4. OMG! Jak ja się cieszę że to nie miało miejsca.
    Jak to czytałam było mi tak smutno.
    Świetnie przetłumaczone.Co byś my bez ciebie zrobili?
    Pozdrawiam
    ~Paris

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy zrobisz post do 15 odcinka. PROSZĘ ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, jak tylko znajdę jakiś godny polecenia :)

      Usuń