Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laurel Lance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laurel Lance. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 kwietnia 2016

Cupid's Angel 13


Źródło: https://www.fanfiction.net/s/10060475/13/Cupid-s-Angel

Rozdział 13
Tej nocy Verdant kipiał świeżą energią. Halloweenowa impreza tematyczna Tommy’ego stała się hitem.
Siedząc na jednym ze stołków barowych, Oliver obserwował szaleństwo roztaczające się wokół niego. Byli tu zombie uganiający się za kobietami ubranymi jak lalki Barbie. Byli też superbohaterowie całujący złoczyńców w ciemnych zakątkach klubu. Ciała pokryte sztuczną krwią i zlane potem ocierały się o siebie na środku parkietu. Było tu tłoczno i wariacko – stary Ollie nieźle by się tu bawił.
- Szkocka. Czysta – poprosił barmana Oliver.
To była wyjątkowo spokojna noc dla Arrowa. Na jego gust aż zbyt spokojna, wciąż oczekiwał że w każdym momencie może wydarzyć się coś złego.
Doszedł do wniosku, że właśnie z tego powodu potrzebował szklanki szkockiej, od kiedy tylko zdjął swój zielony kaptur na resztę nocy.
Jednakże w głębi duszy wiedział, że chodziło o coś więcej. Nawet jeśli nie chciał tego przyznać, trapił go nie tylko brak przestępstw. Wiedział że był ku temu inny powód – a dokładniej powód w kolorze blond. Ale odrzucał i ignorował tą przyczynę, ten uśmiech, pocałunek i sny.
- Ollie! – Tommy wyłonił się z tłumu, ciągnąc za sobą Laurel.
Długi, biały kostium, dwa symetryczne koki z boku głowy i zielony miecz świetlny w dłoni nie pozostawiały żadnych wątpliwości co do tego, za kogo przebrała się Laurel – księżniczkę Leię z Gwiezdnych Wojen. Nigdy nie była fanką tego gatunku. W przeciwieństwie do niego i Tommy’ego, jak daleko sięgał pamięcią, Laurel zawsze uważała te filmy za zbyt przesadzone. Oliver więc lekko zdziwił się, widząc ją teraz jako księżniczkę Leię. Jednakże jego uwagę najbardziej przyciągnął zielony strój i kapelusz Tommy’ego.
- Czyżby to Robin Hood? – Oliver zaśmiał się na widok starego przyjaciela. Choć pewnie nie miał do tego prawa, zważywszy na fakt, że sam ubierał zielony, skórzany kostium co noc.
- Zieleń podkreśla moje oczy. A przynajmniej tak mi mówią. – Tommy powiesił rękę na ramieniu Laurel, mówiąc z najgorszym brytyjskim akcentem, jakiego Oliver kiedykolwiek słyszał. – W każdym razie, słyszałem że ostatnio dziewczyny strasznie lecą na łuczników. Nie mam racji, moja księżniczko?
Laurel wzruszyła niepewnie ramionami i odsunęła od siebie jego rękę. Tommy zachowywał się jakby reakcja Laurel go nie obchodziła, ale Oliver widział ukłucie żalu w jego oczach.
- A dlaczego ty się nie przebrałeś, Ollie? – Krzyknęła Laurel, próbując przebić się przez głośną muzykę.
- Och, ależ on jest przebrany! Nie widzisz? Oto Ponury Billioner – Tommy zdjął swój kapelusz i użył go, by zdmuchnąć wyimaginowany kłaczek ze skórzanej kurtki Olivera.
- Blisko! Ale tak właściwie to planowałem ‘Odnalezionego Rozbitka i Bogatego Właściciela Klubu’ – sprecyzował Oliver, rozśmieszając obojga przyjaciół.
- Jeśli mogę spytać, gdzie jest twój uroczy Anioł? – Tommy znowu przemówił swoim brytyjskim akcentem, albo raczej tylko myślał że to brytyjski akcent.
- Felicity będzie tu ze Speedy lada chwila. Jest bardzo podekscytowana tą imprezą. – Na twarz Olivera wypełzł uśmiech, gdy zdał sobie sprawę, z jaką łatwością imię jego Aniołka wyszło mu z ust. Jego uwadze nie umknęło, jak niekomfortowo czuła się Laurel, gdy omawiali temat blondynki. Jego prymitywna strona czuła zwycięstwo na widok grymasu na jej twarzy, gdy wspomniał o swojej udawanej dziewczynie.