poniedziałek, 20 czerwca 2016

Cupid's Angel 15


Źródło: https://www.fanfiction.net/s/10060475/15/Cupid-s-Angel

Rozdział 15
Roy skrzywił się z poirytowaniem patrząc na sygnalizację, która świeciła się na czerwono od dłuższego czasu.
- Wiesz co, tak sobie myślałem… Twoja siostra nigdy jeszcze nie pozwoliła mi prowadzić jej samochodu. Jest strasznie zaborcza. W stosunku do aut i jej Louisa Vuittona, oczywiście. Nie żebym kiedyś chciał pożyczyć jej Louisa Vuittona. Chodzi mi o to, że… to chyba pierwszy raz, kiedy prowadzę tak drogie auto bez ukradzenia go. – Przesunął dłonią po kierownicy podziwiając jej design.
Nikt nie cieszył się bardziej niż Roy na myśl, by porzucić ukradziony pojazd i wrócić do Verdant samochodem Olivera. Wyglądał identycznie jak dziecko w sklepie ze słodyczami, gdy Oliver rzucił mu kluczyki i poprosił, by prowadził.
- Czemu jeszcze nie ma zielonego? – Roy znowu zerknął na światła.
Oliver westchnął tylko w odpowiedzi i przeniósł uwagę na Felicity. Przez ostatnie kilka minut unikała go, milcząco wpatrując się w szybę po swojej stronie.
Zastanawiał się, o czym mogła teraz myśleć.
Zastanawiał się, o czym mogła myśleć, gdy posłała strzałę w Carrie Cutter.
On po raz pierwszy strzelił do innej osoby, gdy znajdował się na wyspie. Pamiętał wiele nieprzespanych nocy po fakcie, dopóki zabijanie stało się czymś, w czym był ekstremalnie dobry.
Stąd wiedział, że jeśli palantowi takiemu jaki Ollie trudno było poradzić sobie ze swoim czynem, to Felicity także musiała zmagać się z tym, co prawie zrobiła. Usiadł więc z nią na tylnym siedzeniu, aby być bliżej niej i służyć pocieszeniem, jeśli i kiedy go potrzebowała. Myślał, że pogada z nią trochę – powie, jak wdzięczny był za to, co zrobiła i żeby nigdy więcej nie myślała o narażaniu swojego życia dla niego.
Jednak ona nie dała mu takiej szansy. Od chwili, gdy wyszli z windy w Glades, trzymała się od niego na dystans. Natychmiast wcisnęła się na drugi koniec siedzenia – pozostawiając pomiędzy nimi sporą przestrzeń.
Nie mógł zrozumieć, co się stało pomiędzy wejściem a wyjściem z windy, że zachowywała się w ten sposób.

piątek, 17 czerwca 2016

I'll remember 6


Źródło: https://www.wattpad.com/103475213-i%27ll-remember-olicity-au-chapter-6

„Musisz tu być dlatego, bo naprawdę tego chcesz.”
Jej słowa dudniły mi w uszach przez całą drogę powrotną do domu. Siedziałem w swoim pokoju, trzymając to samo stare zdjęcie mnie i Felicity, patrzyłem na nas, jak kiedyś byliśmy szczęśliwi. Nie mogłem uwierzyć, że rok temu to wszystko tak po prostu się skończyło.
Wziąłem głęboki oddech, nie chcąc dłużej o tym myśleć i zamknąłem na minutę oczy by oczyścić umysł.
- Puk, puk – Zawołała radośnie Thea. – Mogę wejść?
- Jasne, co tam? – Odpowiedziałem odkładając zdjęcie i pokazałem jej, by usiadła obok mnie na łóżku.
Usiadła przy mnie i odrzekła:
- Chciałam tylko zobaczyć, czy wszystko u ciebie w porządku.
- Oczywiście że tak. – Rzuciłem, po czym zapadła cisza, wiedziałem że zamierza zapytać mnie o to, co się działo u terapeutki.
- Więc, jak było? – Zapytała i uśmiechnęła się do mnie.
- Jak było co? – Przeciągałem.
- Jak było na twojej pierwszej sesji? – Zapytała.
- Sesja się nie odbyła i ledwo zamieniłem z nią parę zdań.
Spojrzała na mnie zmieszana.
- Co masz na myśli? Co takiego zrobiłeś? Czy w ogóle tam poszedłeś? – Zapytała bardzo zmartwionym głosem.
- Hola hola, spokojnie Speedy. – Zaśmiałem się. – Poszedłem tam i nic nie zrobiłem. Zapytałem ją tylko dlaczego niby mam jej się zwierzać, a ona zapytała mnie dlaczego przyszedłem.
- I?
- I powiedziałem jej, że byłem tam bo ty chciałaś żeby mi się polepszyło, a jej się to nie spodobało.
- Ollie, jak to jej się nie spodobało? Co do diabła jest nie tak z tą kobietą?
- Cóż, teoretycznie powiedziała, że powinienem tam być dla siebie, a nie dla ciebie – powiedziałem.
- Och, ma rację – przyznała spokojnie, przerwała, a potem powiedziała: - Wszyscy mamy swoje sekrety, Ollie, widocznie ty masz własne, a przez sekrety mam na myśli to, co się stało tamtej nocy albo gdzie byłeś przez cały rok. I w porządku, jeśli nie chcesz się nimi z nami podzielić. Ale naprawdę uważam, że powinieneś komuś je wyjawić. – Chwyciła mnie za rękę, pocieszając ciepłym uśmiechem. Jej palce krążyły po mojej lewej ręce, kiedy dotknęła obrączki ślubnej spojrzała na mnie zakłopotanym spojrzeniem.
- Dlaczego wciąż ją nosisz? – Zapytała zdezorientowana.
Zabrałem rękę i zacząłem bawić się obrączką na lewej dłoni.
- Ja… po prostu zdjęcie jej będzie oznaczać koniec, wiesz? A ja jeszcze nie jestem na to gotowy. – Wytłumaczyłem. Zapanowała dziwna cisza, odchrząknąłem. – Emm, chyba się położę, to był naprawdę długi dzień.
Pokiwała głową na zgodę.
- Dobranoc, Ollie. – Pocałowała mnie w policzek i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Wypuściłem oddech, który nieświadomie wstrzymywałem. Położyłem się na łóżku i gapiąc się w sufit, myślałem o słowach Thei, o tym co powiedziała dr Green. Nie miałem pojęcia, co z tym zrobię. Po kilku sekundach ogarnął mnie mrok.

czwartek, 16 czerwca 2016

Cupid's Angel 14


Źródło: https://www.fanfiction.net/s/10060475/14/Cupid-s-Angel

Rozdział 14
Z siłą, o którą sama siebie nie posądzała, Felicity kopniakiem wyważyła odrapane drzwi. Intuicja podpowiadała jej, że właśnie tutaj znajdzie Olivera i miała rację. Zastała go przywiązanego do łóżka i przygniecionego przez tą samą kobietę, z którą wyszedł z klubu.
Felicity wiedziała, że czerwonowłosa oznacza same kłopoty, już w momencie gdy podeszła do Olivera przy barze. Może i wywijała wtedy biodrami w rytm macareny, ale jej uwaga była skupiona ma Oliverze i nieznajomej. W chwili gdy Oliver zaczął podążać za nią do wyjścia, Felicity porzuciła swojego partnera tanecznego i poszła szukać Diggle’a.
Niestety prawie dwumetrowy ochroniarz i przyjaciel ku jej zaskoczeniu zniknął, musiała więc prosić o pomoc innego sojusznika. Razem udało im się znaleźć samochód Olivera zaparkowany przed walącym się budynkiem w Glades.
Kiedy wparowała przez zniszczone drzwi, nie miała jeszcze planu na wypadek, gdyby znalazła ich w środku. Lecz kiedy zobaczyła przetrzymywanego siłą Olivera, przywiązanego do łóżka, nie musiała się długo zastanawiać zanim wymierzyła staromodną broń w porywaczkę.
- Puść go! – Felicity nigdy nie wypuściła strzały z zamiarem zrobienia komuś krzywdy. Wiedziała jednak, iż jeśli dojdzie do najgorszego, zrobiłaby to dla Olivera – tylko dla niego.
Jednakże to, dlaczego tak właściwie była gotowa zranić kogoś by uratować Olivera Queena, pozostawało dla niej niejasne. Czy chodziło tylko o to, że nie ukończyła jeszcze swojej misji? A może dlatego, iż wiedziała ile dobra czynił Oliver nosząc swój zielony kaptur? Czy dlatego, że on na pewno zrobiłby to samo dla niej? Albo może z innego powodu, czegoś głębszego – czegoś, czego nie powinna nawet czuć? To nie było odpowiednie miejsce i czas na rozmyślanie, ale pytania same nasuwały się jej na myśl.
- Felicity? – Oliver patrzył na nią szeroko otwartymi oczami, zaskoczony i jednocześnie zafascynowany jej wtargnięciem.
- Cóż za urocza kruszynka! – Zaśmiała się czerwonowłosa, odrzucając głowę do tyłu. Słysząc jej zimny, bezwzględny i przenikliwy śmiech, Felicity poczuła dreszcz przechodzący po plecach.
- Felicity, czyż nie? Teraz widzę, czemu Oliver wybrał cię na swój smaczek miesiąca. Widać ten urok. – Narysowała coś na piersi Olivera swoim grotem w kształcie serca. – Przykro mi to mówić, lecz cokolwiek was łączy, nie ma nawet porównania do tego, co my mamy. Jesteśmy sobie przeznaczeni. – Pochyliła się i złożyła brutalny pocałunek na ustach protestującego Olivera.
W tej chwili Felicity miała czysty strzał. Była to idealna okazja, by strzelić do kobiety. Jednak jej palce wciąż wahały się nad wypuszczeniem strzały.
- Nie jesteś jego bratnią duszą!
Jak ta obca kobieta śmiała całować Olivera, jakby należał do niej?
Przedtem Felicity nigdy nie widziała, jak Oliver całuje się z kimś innym niż z nią. A tego wieczoru widziała jak czerwonowłosa całuje go aż dwa razy – raz przy barze i drugi przed chwilą. Za każdym razem Felicity ciężko oddychała przez nos, jakby wybuchł w niej pożar.
Winą obarczała wszystkie kieliszki wódki, które dzisiaj wypiła. Po tym jak przyznała, że stresuje się z powodu wypadu do klubu, Thea praktycznie siłą wlała jej wódkę do gardła. „Nie rozumiem, dlaczego się tak stresujesz. Ale nie ważne jaki jest powód… zaufaj mi, wóda zawsze pomaga” – obiecała młoda brunetka zanim sama wychyliła kieliszek.
Alkohol dodał Felicity odwagi, ale tylko do momentu gdy ujrzała Olivera siedzącego samotnie przy barze.
Zachowywał się dziwnie przez cały dzień. Był bardziej zrezygnowany, cichszy niż zwykle w jej towarzystwie. Nie miała pojęcia dlaczego, ale odmówił nawet trzymania się za rękę w klubie. Może nie czuł już potrzeby dalszego udawania, skoro poszli już na ostatnią randkę i zerwanie czaiło się na horyzoncie. W każdym razie, jego zachowanie ją stresowało.
- Felicity! Uciekaj stąd! – Oliver oderwał usta, przerywając pocałunek i doprowadzając tym porywaczkę do szału.

wtorek, 17 maja 2016

I'll remember 5


Źródło: https://www.wattpad.com/102489326-i%27ll-remember-olicity-au-chapter-5

Minął już tydzień od kiedy zgodziłem się pójść na terapię, a Thea wciąż szukała ‘tego jedynego’. Czasem jej nie rozumiałem. Najpierw zmusiła mnie, bym z miejsca zgodził się pójść na terapię, która miała mi pomóc, a tymczasem do tej pory jeszcze szukała PERFEKCYJNEGO terapeuty.
Mimo to byłem zajęty, gdyż dzisiaj był mój pierwszy dzień z powrotem w Queen Consolidates. Wszystko stało się tak szybko. Spojrzałem na siebie w lustrze, próbując poprawić krawat i uśmiechnąłem się na wspomnienie, jak Ona mnie w tym wyręczała.
Stałem przed lustrem już od piętnastu minut, próbując zawiązać ten głupi krawat! Westchnąłem, w końcu się poddając.
- Ja nie mogę, zaraz spalę to badziewie – mruknąłem.
- Och, biedaku ty mój! – Powiedziała Felicity, śmiejąc się z mojego dziecinnego zachowania. – Chodź tutaj, małe dziecko. – Znowu wybuchła śmiechem. Boże, jaki ona miała uśmiech. Powalał mnie za każdym razem na łopatki i sprawiał, że kochałem ją jeszcze mocniej.
- Hej, nie jestem już dzieckiem! – Dąsałem się, a ona tylko chichrała się dalej.
Oboje staliśmy na wprost przed lustrem, wpatrywałem się w nią, kiedy z radością wiązała mój krawat. Jej uśmiech, jej chichot, jej oczy… Rozpływałem się na ich widok i nic na to nie mogłem poradzić.
- Gapisz się, to przerażające. – Powiedziała, wciąż poprawiając krawat.
- Nie, to romantyczne. – Stwierdziłem, nie odrywając od niej wzroku.
Pukanie do drzwi sprowadziło mnie na ziemię.
- Wejdź! – Zawołałem, dalej siłując się z tym przeklętym krawatem.
- Co ty wyprawiasz? – Zapytała Thea, gdy zauważyła jak się z nim mocuję.
- Usiłuję zawiązać ten cholerny krawat! – Odpowiedziałem, ściągając go i rzucając jej spojrzenie. Powstrzymywała śmiech. Widziałem to w jej oczach.
- To nie jest śmieszne – odciąłem się, próbując zachować powagę.
- Wiem, wiem – odpowiedziała, parskając śmiechem.
- To dlaczego wciąż się ze mnie nabijasz?
Uspokoiła się, ale na jej twarzy dalej błąkał się uśmieszek.
- Pozwól, że ja to zrobię – Zaproponowała, odkładając na stół kartkę, którą trzymała. Wzięła krawat z moich rąk i zaczęła go wiązać.
- A co to jest?
- Cóż, ma to związek z tym, o czym rozmawialiśmy.
- Czyli?
- Znalazłam terapeutę – powiedziała, dokonując ostatnich poprawek.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Cupid's Angel 13


Źródło: https://www.fanfiction.net/s/10060475/13/Cupid-s-Angel

Rozdział 13
Tej nocy Verdant kipiał świeżą energią. Halloweenowa impreza tematyczna Tommy’ego stała się hitem.
Siedząc na jednym ze stołków barowych, Oliver obserwował szaleństwo roztaczające się wokół niego. Byli tu zombie uganiający się za kobietami ubranymi jak lalki Barbie. Byli też superbohaterowie całujący złoczyńców w ciemnych zakątkach klubu. Ciała pokryte sztuczną krwią i zlane potem ocierały się o siebie na środku parkietu. Było tu tłoczno i wariacko – stary Ollie nieźle by się tu bawił.
- Szkocka. Czysta – poprosił barmana Oliver.
To była wyjątkowo spokojna noc dla Arrowa. Na jego gust aż zbyt spokojna, wciąż oczekiwał że w każdym momencie może wydarzyć się coś złego.
Doszedł do wniosku, że właśnie z tego powodu potrzebował szklanki szkockiej, od kiedy tylko zdjął swój zielony kaptur na resztę nocy.
Jednakże w głębi duszy wiedział, że chodziło o coś więcej. Nawet jeśli nie chciał tego przyznać, trapił go nie tylko brak przestępstw. Wiedział że był ku temu inny powód – a dokładniej powód w kolorze blond. Ale odrzucał i ignorował tą przyczynę, ten uśmiech, pocałunek i sny.
- Ollie! – Tommy wyłonił się z tłumu, ciągnąc za sobą Laurel.
Długi, biały kostium, dwa symetryczne koki z boku głowy i zielony miecz świetlny w dłoni nie pozostawiały żadnych wątpliwości co do tego, za kogo przebrała się Laurel – księżniczkę Leię z Gwiezdnych Wojen. Nigdy nie była fanką tego gatunku. W przeciwieństwie do niego i Tommy’ego, jak daleko sięgał pamięcią, Laurel zawsze uważała te filmy za zbyt przesadzone. Oliver więc lekko zdziwił się, widząc ją teraz jako księżniczkę Leię. Jednakże jego uwagę najbardziej przyciągnął zielony strój i kapelusz Tommy’ego.
- Czyżby to Robin Hood? – Oliver zaśmiał się na widok starego przyjaciela. Choć pewnie nie miał do tego prawa, zważywszy na fakt, że sam ubierał zielony, skórzany kostium co noc.
- Zieleń podkreśla moje oczy. A przynajmniej tak mi mówią. – Tommy powiesił rękę na ramieniu Laurel, mówiąc z najgorszym brytyjskim akcentem, jakiego Oliver kiedykolwiek słyszał. – W każdym razie, słyszałem że ostatnio dziewczyny strasznie lecą na łuczników. Nie mam racji, moja księżniczko?
Laurel wzruszyła niepewnie ramionami i odsunęła od siebie jego rękę. Tommy zachowywał się jakby reakcja Laurel go nie obchodziła, ale Oliver widział ukłucie żalu w jego oczach.
- A dlaczego ty się nie przebrałeś, Ollie? – Krzyknęła Laurel, próbując przebić się przez głośną muzykę.
- Och, ależ on jest przebrany! Nie widzisz? Oto Ponury Billioner – Tommy zdjął swój kapelusz i użył go, by zdmuchnąć wyimaginowany kłaczek ze skórzanej kurtki Olivera.
- Blisko! Ale tak właściwie to planowałem ‘Odnalezionego Rozbitka i Bogatego Właściciela Klubu’ – sprecyzował Oliver, rozśmieszając obojga przyjaciół.
- Jeśli mogę spytać, gdzie jest twój uroczy Anioł? – Tommy znowu przemówił swoim brytyjskim akcentem, albo raczej tylko myślał że to brytyjski akcent.
- Felicity będzie tu ze Speedy lada chwila. Jest bardzo podekscytowana tą imprezą. – Na twarz Olivera wypełzł uśmiech, gdy zdał sobie sprawę, z jaką łatwością imię jego Aniołka wyszło mu z ust. Jego uwadze nie umknęło, jak niekomfortowo czuła się Laurel, gdy omawiali temat blondynki. Jego prymitywna strona czuła zwycięstwo na widok grymasu na jej twarzy, gdy wspomniał o swojej udawanej dziewczynie.